Powrót do Bloga
#Felieton: Porsche, Oszalałeś?

#Felieton: Porsche, Oszalałeś?

Siedzę w Porsche 911 GT3 za 1 550 000 złotych i myślę sobie - czy ja zwariowałem, czy ten świat zwariował? Bo to, co słyszę za oknem, to brzmi dokładnie jak kosiarka mojego sąsiada w niedzielne popołudnie. Tyle że ta kosiarka kosztuje jak kilka mieszkań w Warszawie.

Zacznijmy od sedna - pakiet Weissach. 122 tysiące złotych za 12 kilogramów mniej wagi. Szybka matematyka: ponad 10 tysięcy złotych za jeden kilogram. Kurde, złoto kosztuje mniej! A felgi? 90 tysięcy za obręcze z magnezu, plus kolejne 3,5 tysiąca za pomalowanie na czarno. Bo widocznie złoty kolor to dla plebsu.

Najlepsze są fotele za 33 tysiące, do których jeszcze dopłacasz 6 tysięcy za czerwone nitki. NITKI, ludzie! Za 6 tysięcy można kupić przyzwoity używany samochód, ale nie - my dopłacamy za kolorowe nici w fotelu.

I wiecie co jest najgorsze? Że to wszystko ma sens.

Ten silnik to nie jest silnik - to jest dzieło sztuki. Cztery litry, 510 koni, 9 tysięcy obrotów na minutę. Gdy pierwszy raz nacisnąłem gaz, myślałem, że coś się zepsuło. Samochód stoi, silnik wkręca się na 6 tysięcy, a potem… wybuch. Niczym petarda w Sylwestra.

Żadne turbo tak nie brzmi. Żadne turbo tak nie pachnie. Żadne turbo nie daje takiego uczucia, że jesteś połączony z maszyną przez sprzęgło, skrzynię biegów i wszystkie te metalowe części, które pracują jak szwajcarski zegarek.

Aerodynamika? Niemcy policzyli każdy gram powietrza przepływającego przez ten samochód. 40 kilogramów więcej docisku przy 300 km/h. To jest projekt inżynierski na poziomie programu kosmicznego.

Ale potem próbujesz z nim żyć na co dzień i zaczynają się schody. 80 decybeli przy 120 km/h. Normalny samochód ma 67. Różnica? To jak porównać szept z krzykiem. Po godzinie jazdy po autostradzie połykasz paracetamol.

Wsiadanie do tych foteli to oddzielna dyscyplina sportowa. Nie wsiadasz - wpadasz. A jak już wpadniesz i zapniesz pasy, to możesz zapomnieć o dostępie do kieszeni. Chcesz telefon? Rozpinaj pasy, bracie.

Zawieszenie ma dwa tryby: twarde i bardzo twarde. “Komfort” to słowo, które Porsche wykreśliło ze słownika przy projektowaniu GT3. Każda nierówność na drodze wędruje prosto do kręgosłupa.

I mimo wszystko, mimo tej ceny, mimo hałasu, mimo tego, że to najbardziej niepraktyczny samochód na świecie - gdy siadasz za kierownicą i naciskasz gaz, wszystko ma sens.

Bo to nie jest samochód. To jest maszyna do wytwarzania endorfin. To jest wehikuł czasu, który przenosi cię w epokę, gdy samochody były jeszcze samochodami, a nie komputerami na kołach.

Każdy zakręt to czysta radość. Każde naciśnięcie gazu to wystrzał adrenaliny. Układ kierowniczy jest tak precyzyjny, że czujesz każdy kamyk na drodze, każdą zmianę przyczepności, każdy oddech tego silnika. \

Koniec Epoki. I tu jest sedno sprawy - GT3 to prawdopodobnie jeden z ostatnich takich samochodów. Ostatni krzyk wolnossącego silnika, ostatni taniec mechanicznej skrzyni (bo tak, wciąż można ją dostać!), ostatnia szansa na to, żeby poczuć prawdziwą motoryzację.

Elektryki przyjdą, AI przejmie kontrolę, a my będziemy opowiadać wnukom, jak kiedyś samochody miały dusze. I jak brzmiały jak kosiarka za półtora miliona.

Czy warto wydać 1 550 000 na GT3? Nie, jeśli myślisz praktycznie. Tak, jeśli rozumiesz, że kupujesz kawałek motoryzacyjnej historii. I że ta kosiarka może być ostatnią, która tak pięknie śpiewa.