Wyobraźcie sobie, że idziecie na randkę z kimś, kto w profilu na Tinderze ma wpisane „szukam stabilizacji”, ale jednocześnie jego grafik spotkań jest bardziej napięty niż grafik fizjoterapeuty po maratonie warszawskim. Tak właśnie wygląda zakup samochodu podemonstracyjnego. To jest ta chwila, w której wchodzicie do salonu, pachniecie sukcesem i nową tapicerką, a miły pan w błękitnej koszuli próbuje Wam wmówić, że ten oklejony w jaskrawe napisy SUV to okazja życia. Że to samochód prawie nowy, tylko z krótkim epizodem pracy w sektorze usług publicznych w CV. Prawda jest jednak taka, że auto demonstracyjne to w świecie motoryzacji odpowiednik pokoju hotelowego. Wygląda luksusowo, ktoś tam sprząta każdego ranka, ale podświadomie wiesz, że przed Tobą spało w tym łóżku trzysta różnych osób i nie każda z nich umyła nogi przed wejściem pod kołdrę.
Tylko czy to ma jakiekolwiek znaczenie? Umówmy się, polski klient AD 2026 to już nie jest jaskiniowiec, który po dorwaniu kluczyków próbuje sprawdzić, czy auto aktywny ma tryb niezniszczalności. Testowane auta to oczka w głowie salonu, który dba o to, żeby ich demówki mogły wykonać swoją robotę jak najlepiej. Nie mówimy tutaj bynajmniej o dzikich żądzach młodych asystentów działu handlowego, którzy po dostaniu kluczyków, zna tylko skrajne położenia pedałów gazu i hamulca. Ten samochód ma sprawić, że handlowiec przekona klienta do zakupu. Oczywiście, minusy wciąż tu są i nie zamierzamy ich pudrować. Samochód podemonstracyjny to wciąż auto, które przeszło więcej ciężkich chwil niż polska reprezentacja w piłce nożnej, a zawieszenie mogło zaliczyć niejeden krawężnik pod czujnym okiem kogoś, kto chciał sprawdzić, czy SUV faktycznie jest SUV-em.
Czy zatem warto wejść w ten układ? Jeśli potraficie zasnąć ze świadomością, że Wasz silnik był sprawdzany przez kilkadziesiąt osób, ale każda z nich była pod czujną opieką profesjonalisty, to właśnie zrobiliście interes życia. Macie niemal nowe auto w cenie używanego, z pełną gwarancją i pewnością, że nikt w nim nie skręcił licznika wiertarką w garażu u szwagra. Przygotowaliśmy zestawienie dziesięciu konkretnych aut podemonstracyjnych, które znaleźliśmy na Findcar.pl - to prawdziwa elita okazji, przy których kalkulator zaczyna sam śpiewać z radości.
Prawie 200 koni mechanicznych za nieco ponad 80 tysięcy? Który mamy rok - 2010? Otóż nie - tyle oferuje MG3 w wersji hybrydowej. Chińskie auto segmentu B zbiera bardzo dobre recenzje od rynkowego debiutu. W odróżnieniu od wielu modeli z Państwa Środka, MG3 nie odstaje wyraźnie jakością od swoich konkurentów ze Starego Kontynentu. Wyróżnia się jednak osiągami, i to pozytywnie. 197 koni mechanicznych i nieco ponad 7 sekund do setki to prawie terytorium hot-hatchy, a nie hybrydowych wózków na zakupy. Będąc zadziwiająco szybkim autem, najmniejsze w gamie MG nie pali wcale dużo - 5 litrów w trybie mieszanym jest absolutnie osiągalne. Wybierając wystawioną na Findcar demówkę, zaoszczędzimy aż 22% wobec ceny katalogowej.
Nowe modele Subaru to trochę inna bajka, co kiedyś. Jeszcze niedawno kojarzyliśmy japońskiego producenta ze sportowymi lub usportowionymi modelami. Dziś - z bezpiecznymi, ale wolnymi i nieco nudnymi SUVami. Subaru Crosstrek wydaje się być takim wozem, ale nie skreślajcie go jeszcze. Owszem, środek tego auta wygląda jak żywcem wyrwany z Chińczyka, ale reszta to dowód na świetność japońskich inżynierów. Świetny system EyeSight 3. generacji, dzięki czemu ADAS działają lepiej, niż w większości wozów tej klasy, pancerny silnik i skrzynia biegów Lineartronic oraz coś, co Crosstrek odziedziczył po przodkach z dobrodziejstwem inwentarza - napęd Symmetrical AWD. Dodajmy do tego 22-centrymetrowy prześwit i mamy auto, które zostało zaprojektowane by być solidne, bezpieczne i lepsze od konkurentów w terenie i dokładnie takie jest. Na Findcar możecie znaleźć demówkę, której cena jest niższa o ponad 20 tysięcy złotych od katalogu. Te 20 patyków i tak wydacie na paliwo, bo ten wóz kocha benzynę miłością szczerą i nieodwzajemnioną. Wszystko zależy od Waszych priorytetów.
Chiński koncern Chery ma swoim portfolio kilka popularnych marek, które już zdążyły odznaczyć się na polskim rynku tj. Omoda czy Jaecoo. Później Chińczycy wprowadzili nowe modele, które zaprezentowane zostały pod znaczkiem Chery. Jej produkty, w odróżnieniu od wyżej wymienionych, miały i mają przyciągać uwagę bardziej dojrzałych klientów - najchętniej takich, którzy do golenia dalej używają kremu Lider. Jednym z popularniejszych samochodów w gamie Chery jest Tiggo 8, czyli 4,7-metrowy SUV, który pomieści nawet 7 osób, a przy tym jest dużo tańszy od europejskiej konkurencji. Jeśli ktoś jednak chce zaoszczędzić jeszcze bardziej, może sprawić sobie demówkę. Na Findcar możemy znaleźć prodemonstracyjne Tiggo 8 w topowej wersji Presitge Ice, który wystawiony jest nieco ponad 130 tysięcy złotych zamiast katalogowych 160 tysięcy. Za 7-miejscowego SUVa to okazja jakich mało.
Polska to jeden z najważniejszych rynków dla Lexusa, a NX to najpopularniejszy model na rodzimym rynku. SUV klasy średniej radzi sobie naprawdę dobrze, regularnie meldując się w top 10 sprzedaży w naszym kraju. Dla jednych może to być tylko Toyota RAV4 z lepszymi materiałami, ale jest to duże niedopowiedzenie. Na miejscu Lexusa, za każdym razem, gdy ktoś wysnuje takie stwierdzenie, uruchomił bym nadwornych prawników, albo przynajmniej szemranych kolegów, żeby poszli i nastraszyli, to znaczy wyjaśnili. NX ma do zaoferowania to, co Lexus ma w zanadrzu najlepszego, czyli nienaganną jakość wykonania, ponadprzeciętny komfort jazdy oraz świetne napędy hybrydowe. W tej klasie to dość unikalne połączenie, ale i tak regularne pokonywanie takich tuzów tego segmentu jak BMW X3 czy Audi Q5 to nie lada wyczyn. Na Findcar możemy znaleźć ciekawego NX 350H w najwyższej wersji Omotenashi, która jako nowa kosztuje 350 tysięcy złotych, podczas gdy egzemplarz podemonstracyjny możemy mieć za niecałe 290 tysięcy.
Czy w kontekście ogromnej popularności SUV-ów i crossoverów auto kompaktowe w nadwoziu kombi ma jeszcze jakikolwiek sens? Hyundai uważa, że ma, oferując I30 Wagon Jeszcze niedawno klienci doceniali niewielkie kombi za to, że przestrzeń bagażowa w takich autach była porównywalna do dużo większych i droższych modeli. Teraz takie samochody zwracają uwagę prawie tylko i wyłącznie flot. I30 to jeden z lepszych kompaktów na rynku, a zakup wersji Wagon może mieć większy sens niż twierdzisz. Bagażnik I30 Wagon ma ponad 600 litrów pojemności - to wartość porównywalna do większego i kosztowniejszego Tucsona. Na Findcar możemy znaleźć podemonstracyjnego Hyundaia w bogatej wersji N-Line, z silnikiem 1,5 o mocy 140 koni mechanicznych i 7-stopniowym, dwusprzęgłowym automatem. Nie jest to demon prędkości, ale hej - przynajmniej ryzyko mandatu jest mniejszy. Wystawiony jest on za niecałe 117 tysięcy złotych, co w porównaniu do nowego egzemplarza daje ponad 20 tysięcy oszczędności, nie wspominając już o dużo droższym Tucsonie.
Marka, która w swoim marketingu próbuje nas przekonać, że ich samochody są „Simply Clever”, choć patrząc na te parasole w drzwiach i skrobaczki do szyb, można odnieść wrażenie, że ich PR-owcy zatrzymali się mentalnie na etapie zachwytu nad scyzorykiem wielofunkcyjnym. Kochamy historię Skody, szanujemy to, że od czasów założycieli zrobili gigantyczny postęp, ale umówmy się – to wciąż auto dla kogoś, kto chce krzyczeć światu: „Właśnie awansowałem,a moim hobby jest pilnowanie Excela z rodzinnym budżetem!”. Superb wydaje się idealnym wozem dla kogoś, kto właśnie wspiął się na kolejny szczebelek niekończącej się korporacyjnej drabiny, a tabelki wyżej wymienionym programie Microsoftu to jedyny miernik sukcesu. Ten model do takich warunków jest wręcz stworzony, bo daję więcej, niż jego rynkowi konkurenci, za podobną cenę. Najnowszy Superb jest blisko spokrewniony z Passatem B9, ale jednak różni się nieznacznie od Volkswagena. Skoda posiada np. fizyczne pokrętła do sterowania klimatyzacją czy gadżety spod znaku Simply Clever. Superba i Passata nie dzieli jednak jedno - cena. Czyli dostajemy więcej za tyle samo. Czasy, gdy produkty czeskiej marki były tańsze od konkurencji dawno minęły. Skoda Superb w najwyższej wersji Laurin&Klement, z 193-konnym dieslem i napędem na 4 koła kosztuje powyżej 250 tysięcy złotych. Rozwiązaniem może być auto podemonstracyjne. Na Findcar możemy znaleźć Superba właśnie w takiej wersji, który wystawiony jest za 206 tysięcy złotych, co w tym konkretnym przypadku oznacza aż 52-tysięczny rabat.
Jako Polacy kochamy SUVy klasy średniej z segmentu premium. Liderami w tej kategorii są zawodnicy nieoczywiści. W pierwszej części zestawienia wspomnieliśmy o Lexusie NX, teraz czas na Volvo XC60. To auto jest z nami już 9 lat, ale starzeje się całkiem godnie. Ten czynnik, obok świetnego wnętrza oraz niezwykle bezpiecznej konstrukcji sprawiają, że klienci tak doceniają ten model. Istnieje jedna wersja, która nieco nie pasuje do ogólnego emploi XC60. Mowa o odmianie T8, czyli hybrydzie plug-in o mocy aż 455 koni mechanicznych. Nie jest to bynajmniej żaden sportowiec, raczej biznesmen z rozdwojeniem jaźni. Z jednej strony jest oszczędny i na jednym ładowaniu może przejechać do 79 kilometrów. Z drugiej strony przyspiesza w 4,9 do pierwszej setki. Trzeba być nieco szalonym, by kupić taki samochód z salonu, ale na FIndcar jest znakomita oferta na demówkę. 270 tysięcy złotych zamiast 360 tysięcy katalogowo - za 455 koni mechanicznych to ciekawa propozycja.
Klasa średnia-wyższa od zawsze była fundamentem sprzedaży w segmencie premium, choć już jakiś czas temu pałeczkę pierwszeństwa w tej kwestii przejęły SUVy. Trudno sobie wyobrazić sobie portfolio BMW bez serii 5. Generacja G60 jest pierwszą, która dostępna jest w wersji w pełni elektrycznej. „Piątka” pozostaje jednak cały czas benchmarkiem w klasie, mimo niepochlebnych opinii. Nowa generacja G60 wywołała u nas tyle entuzjazmu, co awaria klimatyzacji w lipcu. Psioczymy na to, że urosło do rozmiarów transatlantyku oraz że wnętrze przypomina wystawę w sklepie RTV. No i te materiały - cóż, w Monachium najwyraźniej uznano, że „nowoczesność” to synonim plastiku. Bynajmniej nie oznacza, że ten wóz jest niekupowalny. Po prostu dostosował się do reszty, a od Piątki zawsze wymaga sie trochę więcej. Jeśli jednak BMW serii 3 jest za małe, a SUVa nie chcemy, to seria 5 będzie dla nas idealnym wyborem. Najbardziej optymalną wersją wydaje się odmiana 520d xDrive. Jeśli jednak ponad prawie 370 tysięcy złotych za nowe BMW z 2-litrowym dieslem to za dużo, mamy na Findcar demówkę z przebiegiem niecałych 5 tysięcy kilometrów, która wystawiona jest zq 250 tysięcy złotych. Oszczędzamy więc aż 120 tysięcy złotych, czyli budżet na chociażby nowe Mini.
W 2027 roku Volkswagen zakończy produkcję swojego flagowego produktu, czyli Touarega. Następca będzie już autem elektrycznym. Największy SUV w gamie producenta z Wolfsburga oferował luksus przebrany w codzienne ciuchy. Idąc nitką do kłębka zrozumiemy, że Touareg dużo wspólnego ma z takimi modelami jak Porsche Cayenne czy nawet Bentley Bentayga, nie wspominając o oczywistym pokrewieństwie z Audi Q7. Do tego auta Touareg zresztą był najbardziej podobny, zarówno w kwestii jakości wykonania, jak i gamy silnikowej. Luksusowy SUV Volkswagena był więc samochodem klasy premium dla osób, które nie chcieli się afiszować marką. Cena Touarega również jest premium, ale jeśli poszukamy egzemplarza podemonstracyjnego, możemy znaleźć naprawdę dobrą okazję. Na FIndcar taką mamy - Touareg z 3-litrowym dieslem o mocy 286 koni mechanicznych, z symbolicznym przebiegiem niecałych 5 tysięcy kilometrów wystawiony jest za niecałe 380 tysięcy zamiast katalogowych 465 tysięcy złotych.
Wilk w owczej skórze, z gatunku, który wymiera. Audi S8 to, jak na limuzynę segmentu F z prawie 600-konnym silnikiem, auto dość skromne. Wystarczy z nim jednak poobcować, by zrozumieć, co to auto potrafi. Niezwykłe wygodne, solidne i ergonomiczne w środku, a na drodze ciche, ale piekielnie szybkie. Największą robotę w tym wozie robi silnik - 4.0 V8 o mocy 571 koni mechanicznych przeradza tę ogromną limuzynę w rakietę. Jeśli chcemy nagrodzić się za lata ciężkiej pracy, ale nie chcemy przy okazji mierzić wzroku sąsiadów, S8 może być dobrym wyborem. Żeby nie przepłacić, wystarczy wejść na Findcar - na naszym portalu wystawiony jest egzemplarz z symbolicznym przebiegiem, który kosztuje 620 tysięcy złotych, zamiast katalogowych 833 tysięcy. A za zaoszczędzone pieniądze, możemy kupić Q5 żonie albo córce. Żyć nie umierać.
Kupno demówki to trochę jak robienie wegetariańskiego grilla. Trzeba przełamać psychiczną barierę, by potem osiągnąć wyższy cel. W przypadku kupna auta podemonstracyjnego chodzi o oszczedność, w przypadku grilla - wkurzenie Twojego kolegi, który nie lubi warzyw. Na Findcar.pl wprawdzie spożywki nie znajdziecie, ale traficie na najlepsze samochodowe oferty w polskim Internecie!