Powrót do Bloga
Jak szukać okazji na FindCar.pl? Wyprzedaż rocznika 2025, rabaty na elektryki i PHEV.

Jak szukać okazji na FindCar.pl? Wyprzedaż rocznika 2025, rabaty na elektryki i PHEV.

Polski rynek motoryzacyjny to trochę garaż Schrödingera. Z jednej strony wiemy, jakie auto jest „najlepsze”, z drugiej najczęściej reagujemy na hasła typu wyprzedaż rocznika, promocja na nowe auto czy duży rabat u dealera. Narzekamy na SUV-y, a to właśnie SUV-y od marek takich jak Toyota, Skoda, Volkswagen, Kia czy Hyundai dominują dziś sprzedaż nowych samochodów i najczęściej pojawiają się w ofertach „od ręki”.
Największy mit? Że tylko wyprzedaż rocznika oznacza realną okazję. W praktyce o atrakcyjności oferty decyduje nie rok produkcji, ale dostępność samochodu, poziom rabatu i warunki promocji u dealera. Dlatego promocje na nowe auta, wyprzedaże i oferty specjalne pojawiają się przez cały rok — często bez wielkich haseł, ale z bardzo konkretną korzyścią cenową.
Jeśli szukasz nowego samochodu w dobrej cenie, sprawdź na FindCar.pl oferty wyprzedażowe autoryzowanych dealerów. Warto śledzić nie tylko sezonowe wyprzedaże rocznika, ale też bieżące promocje na SUV-y, rabaty na nowe auta i oferty dealerskie dostępne od ręki. To właśnie tam najczęściej trafiają się realne okazje — nie z nazwy, tylko z ceny, dostępności i konfiguracji. Takie samochody — nowe i używane od autoryzowanych dealerów — znajdziesz na FindCar.pl.

Wyprzedaż roczników 

Wyjaśnijmy sobie na początku jedno - samochód to nie jest mleko, pieczywo ani nawet prezerwatywa. Data produkcji ma tu drugorzędne znaczenie. Z drugiej strony, im dłużej samochód stoi, tym dla niego gorzej – choćby dla kondycji akumulatora czy opon. Dlatego warto upewnić się, że 12-voltowa bateria była podłączana do prostownika, a auto przetaczane na placu dealera co jakiś czas. Szczególnie, jeżeli jest nowe, a ma dwa lata! Tak, takie okazje naprawdę się zdarzają. W chwili redagowania tego tekstu na FindCar wystawionych jest ponad 30 fabrycznie nowych samochodów z zerowym przebiegiem, ale wyprodukowanych w 2023 roku! Z kolei takich, które opuściły fabrykę w 2024 roku było ponad 350. I część z nich to naprawdę ciekawe propozycje. 

Świetnym przykładem niech będzie Kia Niro. Obecnie dostępna jest wyłącznie wersja hybrydowa, ale w niektórych salonach „zalegają” jeszcze odmiany elektryczne. Kia mocno postawiła na gamę elektryków, więc poczciwe Niro poszło w odstawkę. Jeśli komuś nie zależy na afiszowaniu się najnowszą kolekcją danej marki, to E-Niro może okazać się rozsądnym wyborem. 64,8 kWH pojemności baterii, zasięg do 455 kilometrów, 204 konie mechaniczne. Jak na kompaktowego crossovera to zdecydowanie wartości wystarczające. Od swoich następców koreański wóz odstaje nieco prędkością ładowania, ale jeśli to Ci nie przeszkadza, to E-Niro może być sensownym wyborem, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że na Findcar można znaleźć nową sztukę z 2023 roku wystawioną za 149 900 złotych. To o ponad 50 mniej od ceny katalogowej i dużo mniej od nowszych modeli. 

Kolejnym przykładem skazanego na stock jest MG HS PHEV. Wydawałoby się, że skoro MG to jak na razie jedyna chińska marka, której modelowi udało się jednostkowo wejść do top 10 rankingu sprzedaży w naszym kraju, to popyt przewyższa podaż. Cytując Radosława Kotarskiego - nic bardziej mylnego! Na Findcar jest bardzo dużo ofert na HS w odmianie PHEV z roku 2024. Ceny za 170-konną wersję benzynową zaczynają się od nieco ponad 100 tysięcy złotych, to ile może kosztować hybryda plug-in z zasięgiem około 100 kilometrów na samym prądzie? Na naszym portalu znajdziecie oferty z ceną niecałych 130 tysięcy złotych. Przypomnijmy - HS PHEV to spory i mocny SUV. 4,6 metra długości i 272 konie mechaniczne - jest gdzie usiąść i czym pojechać. W środku też nie jest biednie. W rzeczonej wersji Excite mamy adaptacyjny tempomat, niezły wyświetlacz centralny i elektrycznie regulowany fotel kierowcy. Wszystko to o około 40 tysięcy mniej niż wskazuje oficjalny cennik MG.

Następca wchodzi na rynek, stary model tanieje. 

Parafrazując klasyka - ten salon jest za ciasny dla nas dwóch. Dealerzy więc wyprzedają schodzący z rynku model, chcą zrobić miejsce na stocku dla nowych, lśniących aut. Jeśli nie czujecie kompulsywnej potrzeby zakupu wszystkiego, co najnowsze i najmodniejsze, to na tym procederze możecie finansowo skorzystać. Jakieś konkretne przykłady? 

Weźmy takiego Mercedesa CLA. W 2025 na rynku zadebiutowała zupełnie nowa generacja, tym razem dostępna jako elektryk. Marketing Niemców jest na tyle agresywny, że niektórzy mogą sądzić, że nowe CLA jest dostępne tylko w prądzie, ale to nieprawda. Nowo zaprezentowany model zdążył już nawet wygrać nagrodę European Car of the Year. Chyba sędziowie też się nabrali na marketingowe zagrywki. Na stockach zostało jednak całkiem sporo egzemplarzy poprzedniej generacji. Samochód ten bazuje rzecz jasna na Klasie A W177, ale CLA z założenia miał być modelem nieco bardziej finezyjnym. Przyciągnęło to uwagę bananowych dzieci, ale image ten nie przekreśla ogólnej wartości tego wozu. CLA jest nowoczesne w środku, przyjemne dla oka na zewnątrz i na pewno nie prowadzi się jak stare Mercedesy. Na Fidncar znajdziecie dużo aut w wersji CLA 200, czyli z bardzo udanym silnikiem 1.33, który powstał we współpracy z Renault, który generuje wystarczające 163 konie mechanicznych. Wiele z nich występuję również z pakietem AMG i bardzo obfitym wyposażeniem. Cena? Trochę ponad 200 tysięcy złotych, ale katalogowo wyszłoby prawie 250. 

Na chwilę wejdziemy na trochę inny próg finansowy, ale zostajemy w segmencie premium. 37 lat po debiucie Lexus LS zwija się z europejskiego rynku. Nic dziwnego - popyt na limuzyny segmentu F znacząco spadł, a Ci, którzy ciągle się nim interesują, raczej wybierają produkty z Niemiec. LS 5. generacji stanowił istotny kontrapunkt dla flagowych modeli Mercedesa, BMW czy Audi. Flagowiec Lexusa był autem, w którym pogoń za najnowszymi trendami i technologiami była tłem dla cichego luksusu - perfekcyjnej jakości wykonania, genialnego komfortu akustycznego i niezwykle eleganckiej stylistyki. Jeśli szukacie cichszej i spokojniejszej alternatywy dla S-klasy czy BMW serii 7, na Findcar jest kilka egzemplarzy w korzystnej ofercie. Zamiast płacić około 700 tysięcy ceny katalogowej, schodzącego z rynku LSa możecie mieć za 530 tysięcy złotych. 

Popularne = tańsze 

Wiele lat temu Citroen uprawiał marketing polegający na stosowaniu bardzo wysokich cen cennikowych, a następnie udzielaniu ogromnych rabatów. I to przez cały rok na okrągło. A jak się człowiek targował, to jeszcze w gratisie mógł liczyć na randkę z żoną szefa salonu. Obecnie tak agresywne kampanie się już nie zdarzają, ale w przypadku większości marek funkcjonuje coś takiego, jak „polityka rabatowa”. Oczywiście cały czas się ona zmienia. Rabaty na jedne modele są większe, na inne mniejsze. Wszystko zależy od tego, jak duży w danym momencie jest popyt na konkretne auto w zderzeniu z jego podażą, czy kupujemy dany model za gotówkę, bierzemy w leasing lub na kredyt. Zdarza się też, że dealerzy zamawiają na stock dużo egzemplarzy konkretnego modelu, spodziewając się, że klienci szybko je kupią, ale rzeczywistość okazuje się bardziej skomplikowana i potem trzeba robić akcje wyprzedażowe. Przyczyn jest po prostu mnóstwo, ale dzięki temu finalnie można trafić naprawdę fajne okazje.

Prymarnym przykładem w tej sekcji niech będzie Volkswagen Passat. Generacja B9 sporo urosła względem poprzednika. Urosła też cena - po wprowadzeniu tego modelu wszędzie można było zauważyć oferty, których cena oscylowała w granicach 250 tysięcy złotych. Nie był to wyjątek, ale codzienność. Przypominamy - mówimy o samochodzie nie-premium z segmentu D, w nadwoziu kombi. Koncern VAG to zbyt wytrawni gracze, by wierzyć, że kilka lat po premierze znajdzie się cała rzesza osób, która będzie na tyle „nagrzana” na to auto, by kupić go za cenę wywoławczą. Na Findcar jest sporo ofert na Passata B9 w bogatej wersji Elegance z silnikiem 1,5 e-TSI o mocy 150 koni mechanicznych. Katalog mówi ponad 210 tysięcy, Findcar - nieco ponad 160 tysięcy złotych, czyli 50 koła korzyści. I taka cena jest akceptowalna, bo Passat generacji B9 to bardzo udane auto. 

Był przykład nie-premium, teraz przykład tak-premium. BMW 5 to jeden z liderów segmentu E. Wóz ten idealnie łączy świat gangsterów i biznesmenów, choć jak się nad tym zastanowimy, to więcej cech łączy te dwie grupy, niż dzieli. Przedstawiciele obu chcą zarabiać pieniądze i unikać podatki, a różnią ich tylko metody pozbywania się konkurencji. Jedni robią to w białych rękawiczkach, drudzy - w srebrnych kastetach. Generacja G60 nieco bardziej pasuje do legalnej strony mocy, ale to niekoniecznie dobra rzecz. Nowe wcielenie Piątki wielu nie przypadło do gustu. Słychać też głosy, że auto nie prowadzi się, jak poprzednicy. Nie znaczy to, że to auto nie jest warte Waszej uwagi. Ciąglę jest to znakomity wóż na co dzień, świetny pod kątem ergonomii i technologii. W jakiej wersji wybrać nowe BMW 5? Może w hybrydzie plug-in? Z takim napędem BMW ma 299 koni mechanicznych, 6,3 sekundy do setki, a poza tym pali naprawdę niewiele. Na Findcar możemy znaleźć taką Piątkę w Shadow Line, z dobrym wyposażeniem, za 260 tysięcy złotych. Ile kosztowałoby to katalogowo? Prawie 350 tysięcy. Jeżeli jednak na hybrydy z wtyczką macie uczulenie, to możecie śmiało celować w diesla. Na Findcar znajdziecie 520d xDrive za około 280 tys., ale zdarzają się też sześciocylindrowe 540d wyspecyfikowane na 460 do 500 tysięcy złotych z rabatami na poziomie 80 tys. zł. Jest więc w czym wybierać.

Oszczędzać jak pić - trzeba umieć! Jest kilka sposobów, dzięki którym nie przepłacicie za nowe auto. Jeśli chcecie być pewny, że dostaniecie najlepszą możliwą ofertę, wejdźcie na FindCar.pl i poszukacie swojego wymarzonego wozu w najlepszej cenie!