Fiat sprzedaje w Polsce mniej samochodów niż Porsche. Brzmi to jak kabaretowy żart, ale niestety oddaje realia marki, która kiedyś zmotoryzowała pół Europy, a dziś zajmuje dopiero 26. miejsce na naszym rynku – gdzieś pomiędzy producentami, o których większość kierowców nawet nie słyszała. Ratunkiem ma być nowa 600-tka – model, który w założeniu ma przywrócić Włochom dawny blask.
Na pierwszy rzut oka auto stara się zdobyć serca wyglądem: duże, okrągłe reflektory, charakterystyczny grill i linia nadwozia łącząca prostotę z odrobiną retro. Efekt? Samochód tak uroczo nieproporcjonalny, że trudno przejść obok niego obojętnie. Budzi ten sam rodzaj czułości, co mops – obiektywnie daleki od ideału, a jednak każdy ma ochotę go pogłaskać i nazwać „ślicznym”.
Pod maską pracuje 1,2-litrowy, trzycylindrowy silnik benzynowy wspierany przez niewielki motor elektryczny. Łączna moc to 110 KM, co przekłada się na sprint do setki w 10,9 sekundy – tempo bardziej niedzielne niż sportowe. Ale spalanie na poziomie 4,8 l/100 km w cyklu mieszanym potrafi zawstydzić niejednego diesla i pokazuje, że czasem mniej naprawdę znaczy więcej.
Wnętrze? Tania sztuczna skóra i plastik, który pod palcami przypomina zabawkę z chińskiej fabryki. A jednak Włosi nie byliby sobą, gdyby nie dodali charakteru: kontrastowe przeszycia, stylowe logo Fiata i wszechobecny napis „600”. To dowód, że nawet przy mocno ograniczonym budżecie potrafią wlać odrobinę pasji w projekt – choć w tej rundzie księgowi ewidentnie wygrali z designerami.
Bagażnik o pojemności 385 litrów to standard w klasie. Tylna kanapa? Dobra dla dzieci lub wyjątkowo szczupłych dorosłych bez klaustrofobii. Na plus – solidny montaż i mechanika, które dają nadzieję na bezproblemową eksploatację przez lata. Fiat może oszczędza na materiałach, ale niekoniecznie na niezawodności.
Cena? 131 tys. zł za wersję La Prima. To kwota, za którą można kupić oszczędniejszą i zapewne trwalszą Toyotę Yaris Cross. Tyle że Yaris nie ma tego „czegoś”. Fiat 600, niczym wspomniany mops, potrafi wywołać uśmiech samym wyglądem. A w świecie coraz bardziej pragmatycznym i pozbawionym emocji taki element jest bezcenny.
To samochód dla tych, którzy kupują sercem, nie kalkulatorem. Dla ludzi, którzy rozumieją, że motoryzacja to coś więcej niż transport z punktu A do B – to kawałek osobowości na kołach. Nawet jeśli ta osobowość kosztuje więcej niż powinna.