Temat gorący jak router, kiedy do dzieciaków przychodzą koledzy i podłączają się do domowego Wi-Fi.
Popularność SUV-ów i crossoverów najlepiej potwierdza fakt, że na platformie zgromadzono ponad 12,5 tys. samochodów wyłącznie od autoryzowanych dealerów, z czego aż 40% (niemal 5 tys.) to właśnie te praktyczne auta. Po zastosowaniu filtra poniżej 140 tys. zł liczba ofert spada do imponujących 2200 – 600 nowych i 1600 używanych. Jest w czym wybierać!
Początek roku to tradycyjnie czas wielkich wyprzedaży, a FindCar.pl wybrało 10 najciekawszych perełek (po 5 nowych i używanych), które wyróżniają się rabatami, wyposażeniem i pewnością pochodzenia. Zero komisów, handlarzy czy pseudookazji. Tylko auta z salonów z pełną gwarancją, finansowaniem i historią serwisową. Nie przywiązujcie się do konkretnych egzemplarzy – mogą się wyprzedać, ale na FindCar.pl z pewnością znajdziecie coś dla siebie.
Volkswagen T‑Roc Final Edition – szary, ale pewny
T‑Roc Final Edition to jak ostatni koncert zespołu, który znasz na pamięć – niby wszystko już widziałeś, ale bilety rozchodzą się szybciej przez samą świadomość, że to „the end”. Pierwsza generacja kończy karierę, a w salonach zostały pojedyncze nowe sztuki przecenione z niemal 165 tys. na 139 170 zł, co w świecie nowych aut Volkswagena brzmi jak przecena w outletowym sklepie z garniturami. Pod maską klasyka koncernu: 1.5 TSI 150 KM połączone z DSG, czyli duet, który widział już więcej autostrad niż niejeden kierowca zawodowy. Wersja Final Edition dokłada do tego IQ.Light Matrix LED, kamerę cofania, elektryczną klapę bagażnika i Pakiet Zimowy – wszystko, czego trzeba, by zimą nie kląć przy porannym odśnieżaniu. Bagażnik 445 litrów spokojnie ogarnie rodzinny wyjazd, choć wnętrze jest „szare na zewnątrz i szare w środku”, jakby projektantowi skończyły się kredki w połowie pracy. Plastiki twarde jak poglądy właściciela Poloneza Caro, za to montaż i trwałość – wzorowe. Multimedialnie – stara szkoła VW: zero fajerwerków, ale wszystko działa. Największy plus? Zero baterii, zero MHEV, sama czysta mechanika – dla tych, którzy na hasło „elektryfikacja” sięgają odruchowo po krople na uspokojenie.
Volkswagen T‑Roc II 1.5 eTSI MHEV – król ciszy, nie sprintu
Umarł król, niech żyje król. Na scenę wjeżdża nowa generacja T‑Roca, już z plakietką MHEV na piersi. Za 139 400 zł dostajesz rocznik 2025 z silnikiem 1.5 eTSI o mocy 150 KM, wspieranym przez dodatkowe 19 KM z silnika elektrycznego, co na papierze wygląda jak upgrade, ale w praktyce nie jest takie oczywiste. Mild hybrid zmniejsza spalanie o pół litra na sto kilometrów, lecz dorzuca 120 kilogramów tłuszczyku, przez co nowy T‑Roc przyspiesza do setki o 0,6 sekundy wolniej niż poprzednik. Czy to powód do płaczu? Niekoniecznie, bo różnica w wyciszeniu kabiny i jakości wykończenia wnętrza jest tak ogromna, że można mu wybaczyć lekką zadyszkę. Wersja Life, pieszczotliwie nazwana „bieda edition”, może nie rozpieszcza gadżetami, ale daje to, co najważniejsze: współczesną technikę, miękkie materiały i poczucie, że siedzisz w aucie z tej dekady, a nie z czasów DVD. To T‑Roc dla tych, którzy częściej słuchają szumu własnych myśli niż dźwięku silnika. Jeśli zależy Ci bardziej na ciszy na obwodnicy niż na ułamkach sekund w katalogu, druga generacja ma sporo sensu.
Kia Sportage 30th Anniversary – jedyna prawdziwa benzyna
Jedyna prawdziwa benzyna, jakby Kia Sportage chciała wszystkim udowodnić, że w czasach hybryd i EV zwykły 1.6 T‑GDI wciąż ma rację bytu. Dealer wycenił ją na 139 900 zł, ale to przecena ze 168 600 zł – prawie 30 tysięcy mniej za nowy egzemplarz stojący w salonie i czekający tylko na tablice. Pod spodem mamy prosty układ z przednim napędem, poliftową konstrukcję, która nie udaje niczego więcej niż solidnego, rodzinnego SUV‑a na benzynę. Testowany na CaroSeria.pl egzemplarz bardzo przypadł do gustu mimo braku napędu 4x4 i wodotrysków – właśnie za prostotę, ergonomię i to, że po prostu „robi robotę”. Tu liczy się kombinacja: przyzwoita dynamika, sensowne spalanie i wnętrze, w którym ani dzieci, ani teściowa nie zaczną marudzić po 50 kilometrach. To auto dla tych, którzy nie chcą się zastanawiać nad ładowarkami, bateriami i tabelkami z rekuperacją – wlewają paliwo, wciskają start i jadą. Sportage 30th Anniversary jest jak ostatni gość na imprezie, który nie musi krzyczeć, żeby wszyscy go pamiętali – robi swoje i wychodzi z klasą.
Ford Kuga 2.5 FHEV Titanium – flota z ludzką twarzą
Ford Kuga w wersji FHEV Titanium to samochód dla ludzi, którzy mają Excela w głowie, ale serce wciąż po prawej stronie. Za 136 900 zł w ofercie leasingowej dla firm dostajesz 0% wkładu własnego, ratę 1590 zł miesięcznie przez 30 miesięcy, limit 15 tys. km rocznie i w pakiecie OC, AC oraz serwis – brzmi bardziej jak abonament na Netflixa niż jak zakup auta. Pod maską nie ma modnego trzycylindrowego wynalazku, tylko 2.5‑litrowy wolnossący silnik spięty z hybrydą, który działa dokładnie tak, jak od lat robi to Toyota czy Lexus, tylko w broszurach nikt głośno tego nie mówi. 180 KM systemowej mocy, eCVT i zużycie w okolicach 5 litrów w mieście sprawiają, że Kuga nie udaje sportowca, ale w codziennym życiu jest tak przewidywalna, jak zegarek w telefonie. Titanium oznacza, że dostajesz większość rzeczy, które normalnie wymagają dopisywania w konfiguratorze: dwustrefową klimę, podgrzewane fotele, kierownicę i przednią szybę, reflektory LED i przyzwoite multimedia. Bagażnik 628 litrów zmieści zarówno wózek, jak i składany rower, a zawieszenie jest wystarczająco komfortowe, by nie zgrzytać zębami na poprzecznych nierównościach. To idealny „drugi samochód” w domu, który w praktyce często okazuje się pierwszym wyborem, bo po prostu jest najwygodniejszy.
BYD Seal U DM‑i Boost – chiński cios w środek segmentu
Seal U DM‑i w wersji Boost wjeżdża na scenę jak chiński manifest: „za tę cenę nie dostaniesz w Europie NIC tak dużego i tak napakowanego”. Auto ma prawie 4,8 m długości i rozstaw osi bliski 2,8 m, więc pod względem przestrzeni wewnątrz bardziej przypomina Volvo XC60 niż kompaktowego SUV‑a. Pod maską pracuje 1.5‑litrowy silnik benzynowy współpracujący z napędem elektrycznym – razem daje to 218 KM, które trafiają na przednią oś i rozpędzają samochód do setki w 8,9 sekundy. Nie jest to rakieta, ale w codziennym ruchu miejskim i na obwodnicy wstydu nie ma, a za to możesz cieszyć się niższym spalaniem typowym dla hybryd typu FHEV. Wersja Boost to katalog marzeń: LED‑owe światła, panoramiczny dach, elektryczna klapa bagażnika, aluminiowe felgi, fotele w vegan leather z pamięcią, podgrzewaniem i wentylacją, do tego Infinity Audio i kamera 360°. Jedyny zgrzyt to bagażnik o pojemności 425 litrów – jakby ktoś stwierdził, że taksówkarze i tak wożą głównie ludzi, a nie lodówki. Mimo to Seal U jest jednym z tych modeli, które każą zadać sobie niewygodne pytanie: „czy europejskie marki naprawdę mają jeszcze przewagę, czy tylko lepsze logo?”.
Peugeot 408 Hybrid Alure – francuski eksperyment, który wyszedł
Peugeot 408 Hybrid wygląda tak, jakby projektant wziął po trochu z SUV‑a, liftbacka i sedana, a potem… ku zaskoczeniu wszystkich stworzył z tego coś sensownego. Pod maską pracuje trzycylindrowy silnik 1.2 spięty z układem hybrydowym, który daje łącznie 145 KM – liczba, która nie wywołuje palpitacji serca, ale w mieście okazuje się wystarczająca. Kierownica jest mniejsza niż w większości aut i bardziej przypomina joystick do konsoli niż klasyczny wieniec, jednak po kilku dniach przestaje to dziwić, a zaczyna wręcz sprawiać przyjemność. Francuzi w ostatnich latach odrobili lekcję – jakość wykończenia, materiały i spasowanie stoją na poziomie, który zawstydza wielu „taniej niemieckich”. Do tego mamy bagażnik o pojemności 536 litrów, co przy tak narysowanej sylwetce jest wynikiem więcej niż przyzwoitym. To samochód stworzony dla flot i rodzin, które nie chcą kolejnego nudnego SUV‑a, ale też nie są jeszcze gotowe na pełny elektryk. Jedyna obawa to historia niezawodności francuskiej motoryzacji, ale tutaj z pomocą przychodzi wynajem długoterminowy – ryzyko zostaje po stronie dostawcy.
Volkswagen Touareg 3.0 V6 TDI – ostatni mohikanin autostrady
Touareg 3.0 V6 TDI z 2018 roku to przedstawiciel ginącego gatunku: dużych, dieslowskich SUV‑ów, które powstały z myślą o połykaniu tysięcy kilometrów autostrad. Pod maską pracuje widlasty sześciocylindrowiec o mocy 231 KM, spięty z napędem 4Motion i ośmiobiegowym automatem, co daje poczucie, że zawsze masz w zapasie jeszcze jeden bieg i trochę momentu obrotowego. W środku klasyka gatunku: skórzana tapicerka, elementy z prawdziwego drewna, porządne multimedia (jak na tamte czasy) i analogowe zegary, które dziś dla wielu są już bardziej powodem do nostalgii niż powodem do wstydu. Bagażnik o pojemności 692 litrów oznacza, że możesz spakować rodzinę, psa i pół garażu, zanim zaczniesz szukać boxa dachowego. Oczywiście są też minusy – filtr GPF nie przepada za krótkimi, miejskimi trasami, a koszty serwisu i części są wyższe niż w aucie kompaktowym, ale nikt o zdrowych zmysłach nie kupuje Touarega jako samochodu na dojazdy pod Biedronkę. W porównaniu z nowym modelem różnice konstrukcyjne są zaskakująco niewielkie, więc za ułamek ceny nowszej generacji możesz mieć wciąż bardzo aktualne auto. To SUV dla tych, którzy na słowo „diesel” nie dostają wysypki, tylko uśmiechu.
Toyota RAV4 Hybrid – rozsądek w pięciu drzwiach
Toyota RAV4 Hybrid z 2022 roku to samochód, który powinien być dodawany w pakiecie do każdego kursu „jak nie przepłacać za życie”. Układ napędowy oparty na silniku 2.5 i jednostce elektrycznej generuje łącznie 222 KM, co pozwala przyspieszyć do setki w około 8 sekund – więcej niż wystarczająco jak na rodzinnego SUV‑a. Średnie spalanie w okolicach 5 litrów na 100 km w mieście sprawia, że stacje benzynowe zaczynasz traktować jak miejsce na kawę, a nie obowiązkowy przystanek co kilka dni. Bagażnik o pojemności 580 litrów pomieści wszystko, od wózka dziecięcego po rowerek biegowy i zakupy na cały tydzień. To nie jest auto, które ma Cię ekscytować – jego zadaniem jest dowieźć Cię z punktu A do B za każdym razem i bez marudzenia, i w tym jest bezkonkurencyjne. Wady? RAV4 bywa głośny przy autostradowych prędkościach, więc jeśli masz wrażliwe uszy, dorzucenie wygłuszenia nie jest złym pomysłem. To idealny wybór dla osób, które przy zakupie samochodu używają kalkulatora, a nie instagrama.
Škoda Kodiaq 2.0 TSI 4x4 – pragmatyk z ogromnym bagażnikiem
Škoda Kodiaq to samochód dla tych, którzy w Excelu bawią się lepiej niż na konfiguratorze. Wersja z silnikiem 2.0 TSI o mocy 190 KM, napędem 4x4 opartym na Haldexie i skrzynią DSG łączy w sobie wszystko, czego oczekuje się od rodzinnego SUV‑a: przyzwoite osiągi, przewidywalne prowadzenie i dużą dawkę praktyczności. Rozstaw osi wynoszący 2,89 m oznacza sporą ilość miejsca na nogi w drugim rzędzie, a bagażnik o pojemności około 800 litrów sprawia, że przeprowadzka do innego miasta przestaje być logistycznym koszmarem. W środku znajdziesz trzy strefy klimatyzacji, częściowo skórzaną tapicerkę i ergonomiczny kokpit, który może nie robi „wow”, ale po 500 km jazdy przestajesz to uważać za wadę. Technicznie to w dużej mierze Volkswagen z innym znaczkiem – ta sama platforma MQB, podobne rozwiązania mechaniczne, tylko mniej epatowania logo i bardziej przyziemne ceny. To auto, które nie krzyczy o uwagę, ale jeśli potrzebujesz przestrzeni, komfortu i przewidywalności, trudno znaleźć coś sensowniejszego.
Mercedes‑Benz GLE 400 V6 – luksus sprzed ery wyrzeczeń
Mercedes GLE 400 z 2015 roku wygląda jak wspomnienie czasów, gdy producenci jeszcze nie musieli tłumaczyć się z każdego dodatkowego cylindra. Pod maską pracuje 3‑litrowy silnik V6 biturbo o mocy 333 KM, który w połączeniu z napędem 4Matic i automatyczną skrzynią biegów potrafi zamienić każdy wjazd na autostradę w małe, prywatne przedstawienie. Wnętrze to klasyczny Mercedes z tamtych lat: naturalna skóra, prawdziwe drewno, solidne przełączniki i ilość miejsca, która sprawia, że pasażerowie z tyłu przestają pytać „daleko jeszcze?”. Bagażnik 690 litrów bez problemu przyjmie dwa wózki, psa i jeszcze trochę bagażu, zanim zacznie się robić ciasno. Oczywiście nie jest to auto dla tych, którzy liczą każdy grosz – koszty serwisu i części są zauważalnie wyższe niż w kompaktowym SUV‑ie. Ale jeśli przebieg jest poniżej 100 tys. km, a auto pochodzi z pewnego źródła, to dostajesz kawał „prawdziwej” motoryzacji sprzed epoki drakońskich norm emisji. To wybór dla kogoś, kto bardziej niż wykres spalania ceni sobie dźwięk V6 pod butem.
Jaecoo 7 1.6 TGDI 4x4 – chiński „prawie Range Rover
Jaecoo 7 to samochód, który na pierwszy rzut oka wygląda jak kuzyn Range Rovera, ale przy bliższym poznaniu okazuje się być jednym z ciekawszych chińskich debiutów na rynku. Pod maską ma 1.6‑litrowy silnik turbo o mocy 147 KM, połączony z siedmiobiegową skrzynią dwusprzęgłową i napędem 4x4, który nie udaje tylko ozdoby – auto faktycznie potrafi zjechać z asfaltu z godnością. Osiągi nie rzucają na kolana (ponad 11 sekund do setki), ale Jaecoo nie udaje hot‑hatcha na kołach od SUV‑a, tylko uczciwie pokazuje, że jego priorytetem są komfort, wygląd i funkcjonalność. Bagażnik o pojemności około 480 litrów to uczciwy wynik, a kabina zaskakuje bogatym wyposażeniem: skórzana tapicerka, panoramiczny dach, kamery 360°, asystenci jazdy. Konstrukcyjnie auto jest raczej proste, bez wyszukanych hybrydowych układów i skomplikowanej elektroniki, co przy chińskim pochodzeniu… paradoksalnie działa na plus, bo oznacza tańsze i łatwiejsze naprawy. To samochód dla tych, którzy są gotowi choć trochę zaryzykować z nową marką w zamian za pakiet wyposażenia, którego europejskie SUV‑y w tej cenie zwyczajnie nie oferują.
Filtruj teraz na FindCar.pl – SUV-y do 140 tys. zł!